Napisane przez: Masta | 22 sierpnia 2009

Sklepowych scen kilka #2

– Wiesz, ja cię rozumiem – zapierdalasz. Wszyscy zapierdalamy. Ja zapierdalam. Nawet młody sklepowy. Ile ty masz lat młody?
– Osiemnaście.
– Nawet młody zapierdala choć ma tylko osiemnaście lat. I siedzi tu z nami pijanymi do jedenastej w nocy. Ale ja się lubię napić. Ty też się lubisz napić. Ale jak się tak zapierdala, to można czasem. Nawet często, a nie czasem. Ale zapierdalamy to i możemy i mamy za co. A nie każdy tak zapierdala, żeby miał. My zapierdalamy. Ja zapierdalam. Trzeba chcieć zapierdalać. I nam się chce. Mnie się chce. Młody, chce ci się?
– No powiedzmy, że muszę.
– Nie ma muszę. Jest mogę. I ja mogę i chcę. Ty gdybyś nie chciał to też byś nie musiał. Na drzwiach jest napisane, że do której otwarte?
– Do dwudziestej.
– Właśnie. A tu już po jedenastej w nocy. Zapierdalasz, bo chcesz, tak to już byś nas stąd wywalił. Pijanych.
– Tja… Właśnie chciałem zamykać.
– Dobra. My zapierdalamy, a potem pijemy. Ty też chcesz się napić widocznie. Ale najpierw jeszcze jedna ćwiarteczka. Na Zenka koszt. On bardziej zapierdala.
– Najpierw musi się zgodzić.
– To niech będzie na mój koszt. Też zapierdalam i chcę się napić. I napiję. Się. Dobra, dzięki. Branoc.
– Taa… Dobranoc.

– Masz big trijo?
– No gdzieś tam musi być. Już poszukam. Jest.
– Dzięki. Lody chyba nie schodzą za dobrze tego lata?
– No przez te deszcze i temperatury max 20 stopni nie chcą za bardzo. Globalne ocieplenie, kurwa mać, dobre sobie.
– Ja ci powiem jak to jest.
– Z globalnym ociepleniem?
– Nie. Ze sprzedażą lodów.
– Dajesz.
– Widzisz. Producent lodów liczy, że lato będzie gorące, to sprzeda dużo. Producent mineralnej liczy, że lato będzie suche. Parasoli, że deszczowe. Producent wódki nie liczy. Musi zapierdalać.
– No jak my wszyscy, hehe. Wszyscy zapierdalamy. Coś jeszcze podać?
– Pół litra oczywiście, hehe.

Napisane przez: Masta | 12 sierpnia 2009

Kawa i papierosy (recenzja)

Kawa i papierosy. Przez wielu to połączenie uznawane jest za idealne. Gryzący dym nikotynowy i charakterystyczny smak dodającego energii naparu zgrywają się fantastycznie. Fajki popijają kawą sami Iggy Pop i Tom Waits. Robi tak Cate Blanchett i Roberto Bengini. Nikotynę i kofeinę stosują Alfred Molina i Bill Muray. Zamiast kawy herbatę piją kolesie z legendarnego Wu-Tang ClanuRZA i GZA. A to wszysko w jednym filmie Jima Jarmusha pt. „Kawa i papierosy„.

Czytaj dalej…

Napisane przez: Masta | 2 sierpnia 2009

Control (recenzja)

Obejrzałem ostatnio film „Control” o życiu wokalisty legendarnego Joy DivisionIana Curtisa. Film ogólnie oceniam średnio, ale zanim dlaczego – kilka słów na temat głównego bohatera.

Czytaj dalej…

Napisane przez: Masta | 31 lipca 2009

Sklepowych scen kilka #1

– Tatusiu, kup mi lizacek!
– Co, syneczku?
– Gówno…
– Widzisz, kobieto, jakich on słówek się przy tobie uczy?
– Że co?
– Gówno! Ciągle tylko co i co! Przyznaj się choć raz do błędu! Powiedz co jeszcze raz, a jak ci… A ty mały smrodzie powiedz tak jeszcze raz, to…
– Zenek, weź przestań. W sklepie jesteś…
– Chupa-chupsa jeszcze poproszę.
– Czterdzieści trzy pięćdziesiąt razem będzie. Dziękuję.
– Do widzenia. Marcinek powiedz panu „do widzenia”.
– Elo.
– Co?
– Gów… Plasam…

– Kierowniku zapisze pan piwko jedno.
– Taa… jedno… Czwarte już dzisiaj. Trzy zapisałem…
– … to i czwarte szanowny pan raczy. Prosim.
– Czy ja wyglądam jak Kulczyk z miliardami na koncie? Czy jeżdżę nowym mercedesem?
– Jak Kulczyk nie, ale jak Matka Teresa owszem, zbawco. A polonez to kiedyś był niczym mercedes…
– Ja mam 18 lat, jak mogę wyglądać jak Matka Teresa?
– Oj tam. Zapisze pan najtańsze.
– Idź pan.
– Bez piwa nie pójdę.
– Wstań pan z tych kolan.
– Piwa!
– Bierz pan i idź.
– Dziękował zbawco kochany.
– Żegnam.
– Do jutra.
– Bylebyś dług oddał złamasie.
– Słyszałem!

– Siemano! Co ty tu robisz w piątek wieczorem?
– Marnuję sobie młodość, a ty?
– Rozkręcam zabawę po zaopatrzenie wpadłem. Daj mi dwie zero-siódemki… soplicy… albo poloneza, tak.
– Sześćdziesiąt cztery złote.
– I el-emy niebieskie.
– Osiem dziewięćdziesiąt pięć. Razem siedemdziesiąt dwa osiemdziesiąt pięć.
– Dobra. Może wpadniesz po robocie?
– Zobaczę. Muszę tu gnić na razie do jakieś jedenastej.
– Kurna, gdybym ja miał tyle piwska przy sobie, to nie wiem kurna. Aha. Nie zmarnuj całego życia w tym sklepie.
– A ty całego na imprezach.
– Tja. Nara.
– Lewy bimber w butelce po polonezie sold ałt. Biznes się kręci.

Napisane przez: Masta | 26 lipca 2009

Blood & Thunder

thunder

Czwartkowa (23 sierpnia roku pańskiego 2009) nawałnica, która przeszła przez Polskę siejąc niemałe spustoszenie. Godzina ok. 20:30. „Hubert! Zamknij okna i chodź na dół!” Normalna reakcja matki na pierwsze grzmoty i silniejsze podmuchy wiatru. Pozamykałem, ale nie schodzę. Przyzwyczaiłem się do fobii matuli na temat burz. Za oknem kotłuje się coraz bardziej. Drzewa wyginają się pod coraz większymi kątami. Zaczyna lać. Uchylam okno. Grzmoty. Deszcz tłukący o blaszany dach. Świst wiatru. Dźwięki burzy. Kocham. Wyłączają prąd w całej okolicy. Będę się myć po ciemku. W Legnicy wiatr łamie połowę drzew w parku i zrzuca dachówkę z kamienic. Zaciągam się powietrzem wypełniającym się ozonem. Przemożna chęć zaciągnięcia się nikotynowym dymem. Niczym amerykański gangster z lat czterdziestych wciągam na czoło nieistniejący kapelusz, wyciągam wyimaginowany papieros i zapalam zapalniczką zippo. Mój cel to duży koleś w płaszczu, wypatruję. O jest! Kupuje pomarańcze. Tak, tym razem to ja jestem tym złym. W rzeczywistości wystawiam głowę przez okno. Gdzieśtam facet dostaje w głowę bramą, którą właśnie zamykał i traci przytomność. Pioruny walą na około mnie rozświetlając ciemność. Niesamowite ułamki sekund, gdy gdzieś niedaleko pierdolnie z całej siły. A wali prosto w ziemię, drzewa, budynki, a nie, jak to zwykle bywa, rozpływa się po niebie tworząc sieć. Widzę jak piorun uderza w drzewo na cmentarzu, które jednak nie zajmuje się ogniem. Szkoda. Napawam się energią, która spływa na mnie z gromów. Wyzywam bogów na pojedynek. Wszystkich na raz. Uderzam. Grzmocę. Chcę stworzyć pioruny kuliste i powrzucać je do okien domostw. Gromy walą non stop. Nie ma sekundy bez błysku na niebie i dźwięku rozrywającego powietrze. Zerwało dach z przystanku. Podmuchy wiatru łamią kolejne drzewa, niczym niezdara łamie zapałki przy próbie odpalenia. Napawam się całą tą destrukcją za oknem. Za ściągną, w budynku, w którym jestem bezpieczny. W całej Polsce ginie siedem czy osiem osób. ‚Cause I need to watch things die, from a distance…‚ Będę się później dziwił, dlaczego rząd nie postanowił o wprowadzeniu żałoby narodowej. Widocznie zginęli w zbyt dużych odległościach od siebie, że władza ich olała. Otwieram okno na szerokość i wystawiam głowę by być bliżej tego wszystkiego. Błyska coraz dalej. Deszcz ustaje i wiatr coraz słabszy. Półgodzinna nawałnica powoli się kończy. Błyskawice rozświetlają horyzont. Nadszedł koniec przedstawienia. Kurtyna opada.

Napisane przez: Masta | 24 lipca 2009

O głupim prawie

Odwiedziłem ostatnio dentystę. Tak profilaktycznie, bo zarobić jak zwykle na mnie nie zarobiła (bo to właściwie „ona” dentystka była) – ząbki tip-top. Byli ze mną moi dwaj (z trzech możliwych) bracia. Okazało się, że nie wg prawa nie mogą być przyjęci, bo na jednej zmianie jeden dentysta może przyjmować tylko dorosłych albo tylko dzieci. Głupie? Głupie. Potrzebne? Nie potrzebne. Polak znajdzie jednak wyjście z każdej sytuacji i dentystka po prostu wpisała braci w swoje papiery, że przyjęła ich kiedy indziej. Założę się, że robi tak 99% polskich dentystów i raczej nikt nie dojdzie, że jest inaczej. Po co więc było coś takiego wprowadzać? Jeśli ktoś wpadnie na sensowną odpowiedź na to pytanie chętnie ją poznam.

Z innej beczki. Ostatnio do mojego sklepu Ruch przestał przysyłać Angorę, którą to się ostatnimi czasy zaczytywałem. Powód? Musiałbym kupić od nich specjalną półeczkę na te jebane trzy egzemplarze wyżej wymienianego tygodnika i dwa numery Newseeka, które przysyłają co poniedziałek. Powód? Przychodzą mi do głowy dwa:
1) chcą po prostu zarobić,
2) nie chcą, aby poważne czasopisma leżały obok Pani Domu czy innej Tiny (ale przecież mogę i tak nie leżały, bo dla tych „poważniejszych” było zarezerwowane miejsce na samym szczycie regału).
Jestem w stanie zrozumieć dlaczego dystrybutor Kompanii Piwowarskiej wymaga, aby w lodówce z logo jednym z ich produktów były same ich piwa a nie konkurencji, ale czemu Angora musi leżeć na osobnej półce już nie. I teraz muszę gonić, po nią 16 kilometrów…

Napisane przez: Masta | 23 lipca 2009

Sea Cloaked

Bałtyk w czasie sztormu jest piękny. Mimo bardzo silnego wiatru jest raczej ciepło. Na powierzchni wody piętrzą się coraz większe fale. Bałwany malują na nich przeróżne pejzaże. Spienione co chwila rozbijają się o brzeg.  Słońce jest wysoko na niebie, po którym przesuwają się śnieżnobiałe chmury. Spokojny błękit nieboskłonu kontrastuje ze wzburzoną wodą. Oddycham jodem. Czuje piasek pod stopami. Wiatr porywa go tak, że czuję nie tylko na łydkach, a nawet na twarzy. Jest pięknie. Zamykam oczy. Czuję, że odpoczywam. Wsłuchuję się w głos morza i wiatru. Podnoszę powieki. Obserwuje nieliczne grupy ludzi spacerujące w tym czasie po plaży: dyskotekowy żeluś z blond pięknością prosto z solarium, stereotypowe małżeństwo yuppiech z dzieckiem w wieku przedszkolnym, kilku emerytów przebywających pewnie w pobliskim sanatorium, kilku kumpli i koleżanek z kolonii szkolnych takiej, na której akurat przebywam, jeden śmiałek, który odważył się wejść do wody. Żałuję, że nie jestem tu z piękną dziewczyną, miłością mojego życia lub co byłoby bardziej prawdopodobne, gdyż zakochany nie jestem, całkowicie sam. Znów zamykam oczy i wciągam jod głęboko do płuc. Ech… Otwieram oczy i wpatruję się w sufit. Która to już godzina? 2:46. Idę spać. Wyłączam empetrójkę, na której przed chwilą słuchałem „Lazarus Bird” Burst i utworu „City Cloaked”, którego ending przywołał mi to wspomnienie. Zasypiam.

Napisane przez: Masta | 22 lipca 2009

Kurtyna w górę! Przedstawienie czas zacząć.

Nuda w te wakacje, Winyl (blog muzyczny, chwilowo poza netem, powinien się niedługo pojawić pod adresem http://www.winyl.info) nie działa ostatnio, a ciekawe tematy na pisanie są, więc postanowiłem założyć tego beznadziejnego bloga. Bloga, na którym wszystko będzie zmyślone, a nic na serio. Absolutne zero powagi i steki bzdur. Nie stawiam sobie żadnych celów związanych z prowadzeniem tej strony. Moje tanie wypociny będą się pojawiały w nieregularnych odstępach czasu. Tematyka oczywiście dowolna, ale najczęściej pewnie będę pisał recki filmów i gier na komórki, rzadziej o książkach, sporcie,  może coś się trafi o polityce i innych pierdołach. Tak więc: Showtime!

Kategorie